Blog > Komentarze do wpisu
Gry dla młodocianych

Polygamia właśnie zastanawia się, jaką grę jako pierwszą należy pokazać dziecku. Co prawda w tym temacie jestem jak ten niepraktykujący gawędziarz, bo mnie akurat Dobra Bozia w swojej nieskończonej mądrości postanowiła nie błogosławić potomstwem, ale też mam jakieś własne zdanie.

Z własnego doświadczenia z 1985 roku chciałbym odpowiedzieć na powyższe pytanie tak: żadnej, niech se gówniarz sam coś napisze.

Miałem to szczęście, że ojciec miał znajomego (85 rok, rozumiecie, jak się chciało coś mieć, to się najpierw musiało mieć znajomego), który przywiózł z Austrii nowiusieńkiego ZX81, na który tam już nie było zbytu, no bo Spectrum. W ten sposób mój pierwszy personal computer pojawił się w domu, ale bez gier, za to z kserem ksera ksera jakiegoś podręcznika z listingami prostych programików typu FOR...NEXT, IF...THEN itp i instrukcjami w pięknym języku Goethego. Był nawet listing programiku typu zbijanie cegieł w murze.

Się chciało pograć, se trzeba program wklepać (potem można było go zgrać na magnetofon, ale nie było gwarancji, że się wczyta z powrotem). Dość szybko się nauczyłem najpierw powyższą grę hakować ( lol ) żeby mieć więcej żyć, a potem, metodą prób i błędów pisać własne programy (czytaj: gry), w które (9 letnim szczenięciem będąc) kazałem grać wszystkim dookoła.

Gdy już cały 1 kilobajt pamięci RAM, który oddawał do dyspozycji programisty ZX81, udało mi się wykorzystać na wszelkie sposoby, jakie mi wtedy przychodziły do głowy, w domu pojawił się ZXSpectrum. 48KB! Na Trumienkę gier było mnóstwo, ale i tak dużo czasu spędziłem nad własnymi programikami w Basicu (a później w assemblerze). A jak coś przeskrobałem, to zamiast, jak inne dzieci mieć szlaban na wyjście na dwór, rodzice zabierali mi i chowali kabel łączący komputer z telewizorem.

Kołacze mi się w zawodnej pamięci taka sytuacja, gdy ten kabel się przetarł, a ja udowodniłem rodzicom, że nie potrzebuję ekranu, żeby się dobrze bawić i "po ciemku" napisałem prosty program odgrywający "Sto lat" (co tam, że fałszując). I ten wyraz twarzy matki, ta załamka wymieszana z dumą...

Teraz, szanowni ewentualni czytelnicy - nie namawiam was do zmuszania swoich pociech do pisania jakichś zaawansowanych programów, tym bardziej, że chyba kontakt z grami dzieciaki zaczynają mieć zanim zaczną rozróżniać litery. Jednak wziąwszy pod uwagę fakt, że informatyka będzie pewnie najistotniejszą dziedziną nauki i techniki XXI wieku i po prostu nie da się przed nią uciec, może jednak warto zainwestować w nauczenie młodego pokolenia elementarnych podstaw sztuki, która będzie rządzić ich życiem?

Nauka poprzez zabawę, lub gdy zabawa jest bezpośrednim wynikiem nauczenia się czegoś, wydaje mi się jednym z lepszych rozwiązań... Marzy mi się napisanie kiedyś "Ilustrowanego lekcyjonarza każdej młodej damy", może wtedy nie będziemy musieli czytać w gazetach żenujących liścików licealistek, które nie poradziły sobie z banalnymi zadaniami na maturze z matmy?

W końcu scientia potentia est; skoro dzieciaki i tak będą grać, niech przy okazji mają z tego coś, co im w życiu pomoże.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011, zuomot

Polecane wpisy

  • Kasa kasa kasa

    Znajoma pochwaliła się w social networku, że sprzedała legendarne wirtualne gacie w Diablo III za 170 prawdziwych funtów brytyjskich. Przy okazji dyskusji, któr

  • 60 dni minęło / I am disappoint.

    Ipomyśleć, że w recenzji SW:TOR pisałem, że ta gra ma szansę zaszkodzić pozycji WoW. Gdzie ja miałem głowę? Czemu nie pomyślałem, że przecież EA jest tak chytr

  • Jasny gwint, ciemna śrubka

    Nie pytaj, co Republika może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla Republiki. Stało się, z pełną świadomością, czym to grozi, zakupiłem najnows

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
sstefania
2011/08/15 23:11:42
Ostatnio spotkałam w Empiku dziewięciolatka wołającego do matki, żeby mu kupiła grę bo fajna i dobra. Rzuciłam okiem spodziewając się jakiejś strzelanki, FIFy czy GTA, a zobaczyłam Disciples 3. Chciałam aż podejść i pogratulować kobiecie dziecka z tak dobrym gustem w tak młodym wieku.
Jakkolwiek programowanie sobie samemu gier uważam za lekką nadgorliwość w dzisiejszych czasach, tak nauka programowania od najmłodszych lat jest świetnym i wartościowym pomysłem. Szkoda że sama w dzieciństwie na to nie wpadłam.
-
zuomot
2011/08/16 00:04:52
No teraz pozostaje jeszcze pytanie, jak tu w dzisiejszych znaleźć sposób na pokazanie dziecku, że informatyka może być fajna, gdy wszędzie dookoła ma zalew gotowych gier, które nie wymagają od niego żadnego wysiłku.
Ale tym niech się pedagodzy zajmą :)
-
zuomot
2011/08/16 07:55:06
Plus, czytając komcie pod wspomnianym wątkiem na Polygamii, dochodzę do wniosku, że czytelnicy tego serwisu zatrzymali się w umysłowym rozwoju na poziomie 10 latka. Jak więc widać, gry młodzieży szkodzą :
-
Gość: megalurker, 109.169.21.*
2012/02/01 09:28:37
Z realnych porad praktycznych w temacie: z czym zacząc z dzieckiem: ja z trzylatkiem poszedłem w stronę WII i takich gier jak:
1. LEGO star wars complete saga - kierujemy jedną postacią: młody nunchukiem steruje ruchami i używa mocy, ja wiilotem koryguję ruchy w krytycznych momentach, podskakuję i atakuję,
2. Rayman - tutaj sobie samodzielnie łazi i skacze, ćwiczy koordynacje między jednym i drugim. Gra bardzo kolorowa i przyjazna.
3. Just Dance 3 - dziecko tańczy bez wiilota i ma już swoje ulubione kawałki.
Moje teksty na Technopolis: