RSS
niedziela, 20 listopada 2011
Wielki rozczar

Tuż po tym, jak na Technopolis opublikowałem artykulik o powieściach Neala Stephensona (w ramach rozgrzewki przed Deus Ex), świat ujrzała kolejna książka mojego ulubionego autora: Reamde.

Ponieważ wydawnictwo Mag, które wydaje u nas Stephensona, nie było uprzejme odpowiedzieć pytanie "kiedy po polsku", wziąłem i zamówiłem w angielskim Amazonie wersję oryginalną.

No bo przecież złoto! ekonomia! zaszyfrowane pliki! informatyka! Coś, co Stephenson udowodnił, że umie fascynująco opisywać. A do tego jeszcze gry MMORPG i chińscy farmerzy golda. Wydawałoby się to pozycją obowiązkową, jeśli nie kandydatem do Mojej Nowej Ulubionej Książki. 

... i tak czytam to Reamde i czytam... Drugi miesiąc minie niedługo, a ja jestem dopiero w 3/4 i zmuszam się, żeby brnąć dalej. I z każdym rozdziałem odczuwam coraz większe rozczarowanie. Liczyłem na genialne stephensonowskie dygresje, na fascynujące wycieczki w świat nauki i techniki, zmuszające do wytężonego wysiłku wszystkie szare komórki. Błyskotliwe dialogi i dawkę dobrego, ciętego humoru. Bo do tego mnie autor Peanatemy przyzwyczaił.

Tymczasem dostałem coś, co jest w większej części napakowanym akcją thrillerem szpiegowskim. Co strzelaninami, bójkami i zwrotami akcji mogłoby obdarować ze dwa sezony serialu 24. I co dzieje się w podobnym tempie - czasami opis wszystkich wydarzeń danej godziny czyta się właśnie przez godzinę, jak w przygodach Jacka Bauera. Teoretycznie taka książka powinna być fajna do wchłaniania - tym bardziej, że przecież Zodiak, najstarsza z wydanych w Polsce powieść Stephensona, jest przykładem bardzo fajnego, pełnego akcji page-turnera. Ale niestety, ilość akcji w Reamde i szczegółowość opisów powodują szybkie znudzenie i myśli typu "jejku, przejdźmy już to i zobaczmy co istotnego się tam dalej dzieje".

Żeby jeszcze chociaż godnie został potraktowany temat T'Rain - gry, która w świecie książki pobiła popularnością World of Warcraft i w której (oraz dookoła której) toczy się spora część akcji. Ale niestety - i tu mam największy żal do autora - ta przedstawiona gra absolutnie nie byłaby grywalna. Nawet gdyby przyjąć bardzo śmiałe założenie, że technologia nie jest barierą i przedstawione w książce elementy gry jakimś cudem dałoby się zaimplementować (bo w naszym realnym świecie jest to awykonalne), to jej założenia i userfriendlność byłyby po prostu odpychające i zbyt trudne do ogarnięcia w środowisku MMO. Jako doświadczony programista (co prawda nie gier, ale) i weteran WoW'a, który liznął też kilka innych MMORPG-ów, poczułem się jakby autor dał mi w ryj. Tak, jak zazwyczaj się czuję oglądając "informatyków" i "hakerów" w przeciętnej hollywoodzkiej (albo polskiej, hihi) produkcji. Neal Stephenson pokazał wcześniej niejednokrotnie, że potrafi o nauce i technice pisać ciekawie i z sensem, a tym razem po prostu haniebnie zawalił pracę domową.

Smutek i rozczarowanie. Pęknięte serduszko i rzeka łez. Pocieszam się jeszcze myślą, że może po prostu nie łapię angielskiego na tyle dobrze, żeby tę książkę zrozumieć. Ale jakoś bez przekonania...

Moje teksty na Technopolis: