RSS
poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Ten z relacją z tego, dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze

Ha! W końcu będąc w okolicach Warszawy miałem jakiś powód, aby odwiedzić galerię handlową.

Zachęcony przez Louvette odwiedziłem w dniu wczorajszym Złote Tarasy, gdzie odbywały się polskie finały World Cyber Games 2010. Wstęp był darmowy, w jednej z sal Multikina leciały akurat relacje z finałów Trackmanii, pozostałe finały były niestety dostępne tylko dla przedstawicieli prasy, więc jak wyglądały mecze Counter Strike'a czy Starwarsa - nie wiem. Ale swego czasu grywałem w Trackmanię Nations Forever (czyli tę darmową) i chociaż nigdy jakoś specjalnie nie wymiatałem, to wydawało mi się, że wiem, jak się jeździ. To jednak, co zobaczyłem na ekranie, przekraczało o trzy klasy moje możliwości. Szczena mi opadała przy co drugim branym na "pełnej pycie" zakręcie. To się w ogóle tak da??? Do tego fachowy i dowcipny komentator i emocje i zabawa gwarantowane większe, niż na dowolnej transmisji sportowej z mundialu.

Ale nie poszedłem tam oglądać meczy, tylko posłuchać debaty o e-sporcie i grach wideo w ogóle. W debacie uczestniczyło w niej kilka osób, które przedstawiły nieco problemów dotyczących interesującej nas dziedziny.

Problem w tym, że przedstawiały je sobie wzajemnie, a nie komuś, komu by należało, bo... pies z kulawą nogą nie był całym eventem zainteresowany. E-sportem nie są zainteresowane nie tylko media "mainstreamowe", czy "tradycyjne sportowe", ale nawet portale poświęcone samym grom komputerowym, co jest już haniebną porażką.

Bo faktycznie - chociaż to absurdalne, że w kraju, gdzie skoki narciarskie uprawia może kilkaset osób, a w Formule 1 jeździ jedna, "wszyscy" się tymi sportami ekscytują - mogę zrozumieć, że wiadomości sportowe w telewizji mają gdzieś mistrzostwa w grach komputerowych, nawet jeśli w te grają milijony i ich rynek jest nieporównywalnie większy. To wynika po prostu z tego, że w świadomości ogółu e-sport to nie sport (co jest głupie). Ale że nawet przeróżne portale growe nie zająknęły się słowem o najważniejszych chyba mistrzostwach w Polsce, a zamiast tego potraktowały nas hypem i relacjami z GamesConu, zachwycając się, jakimi nowymi tytułami wielkie koncerny będą chciały w przyszłym roku wydoić z nas kasę. No wstyd. I szkoda.

Prowadzący debatę, Edwin Bendyk z Polityki, tłumaczył trochę, że i oni jakiś czas temu pisali poważniej o e-sporcie, nawet okładkę jakiegoś numeru poświęcili tematowi, ale po prostu nie było żadnego odzewu od czytelników.

I znowu wracamy do starego jak świat problemu - gry komputerowe w opinii publicznej są dla dzieci, są niepoważne, a poświęcanie im zbyt dużej ilości czasu kosztem skakania pilotem po kanałach telewizyjnych jest patologią.

Rozmówcy w trakcie debaty podawali kilka powodów takiego stanu rzeczy:

 

  • media tradycyjne boją się konkurencji i wygryzają i/lub dyskredytują nowe dziedziny sportu lub kultury
  • kibice nie są zainteresowani, bo się nie znają na rzeczy (a tu trzeba się znać na konkretnych grach przecież, żeby docenić kunszt) - ale do cholery, czy w Formule 1 jest inaczej? A wystarczyło, żeby Kubica dostał się do teamu BMW i już mieliśmy w Polsce 20 mln znawców.
  • jeśli jakiemuś młodzieńcowi coś do łba strzeli i pójdzie ze strzelbą do szkoły, gdzie wybije pół klasy, od razu mówi się, że to z powodu gier komputerowych. Więc gry to zło, które niszczy słodziutkie niewinne duszyczki naszych pociech.
  • zaledwie 4% wydawanych tytułów to pozycje dla graczy dojrzałych. Co prawda pan Edwin, prezentujący te dane, nie zauważył, że nawet jeśli tak, to największy hype i największy obrót generują właśnie blockbusterowe pozycje "M jak Mił... Mature"/PEGI18, typu Left 4 Dead, Call of Duty, God of War itp, w które potem gra trzynastoletnia gównażeria.
  • to w sumie oczywiste, ale przecież nawet wydawcom gier i producentom sprzętu nie zależy na rozwoju e-sportu - bo ten, z natury rzeczy koncentruje się na kilku tytułach, które potem są męczone przez graczy dziesięć lat (np. CS, Starcraft), a nowy komputer kupują dopiero, gdy stary im padnie. I taki e-sportowiec nie wyda rocznie tysiąca czy dwóch na nowe pozycje.

 

Nic nowego w sumie. Ale i tak warto było posłuchać, co mają do powiedzenia "animatorzy kultury grania" i obejrzeć, jak takie finały WCG wyglądają.

Moje teksty na Technopolis: