RSS
czwartek, 30 września 2010
Fabuła, lore, klimat czy rozgrywka?

Fabuła w grach komputerowych. el-ou-el. Facet biega godzinami, skacze po dachach wbrew wszelkim zasadom fizyki, przyjmuje na klatę tonę obrażeń i zabija przeciwników setkami, jak nie tysiącami. Czasem jeszcze w okolicy 3/4 gry okazuje się, że ten jego przyjaciel, co był dobry, to tak naprawdę jest zły. Albo na odwrót. Call of Duty 5 i 6, Bad Company 2, inFamous, Assassin's Creed, Half-Life, Red Dead Redemption itd. itp. A wszystko w debilnie zaprojektowanych bezsensownych levelach, które mają za zadanie zmusić gracza do wykorzystywania jakiejś cechy mechaniki gry (np. świątynie w "Uncharted 2").

Więc jeśli nie fabuła, to co? Może zatem "lore"? Nie wiem, czy jest odpowiednie polskie słowo na określeie tła, tradycji śwata itd. Wszystko, co sprawia, że przedstawiony świat jest bardziej mięsisty. Na to składają się te wszystkie okołogrowe komiksy, filmiki (nawet intra), kompendia, albumy z artworkami itd itp. W grach ten przemysł jeszcze nie jest tak rozwinięty, jak np. w przypadku filmów StarWars (ofc poza grami na licencji StarWars), ale coraz częściej twórcy hitów dbają o to, aby te ich światy były wewnętrznie spójne i upchane ciekawymi opowieściami, które w samej grze są jedynie wzmiankowane. Blizzard zatrudnia do tego zawodowych historyków, Valve ostatnio wypuszcza świetny komiks o bohaterach Left4Dead, itd. itp. A gracze zbierają te wszystkie informacje, kompilują i umieszczają na wikia.com. Lore bywa zachwycające i niejednokrotnie poświęcałem mu więcej uwagi niż samej grze, jest jednak zabawą dla die-hard-fanów danego tytułu.

Z tym "lore" wiąże się coś, co ogólnie nazywamy klimatem gry. Czy jest smieszno, czy straszno (czy - jak w "Left4Dead" - i smieszno i straszno). Czy warstwa wizualno-dźwiękowa jest spójna i estetycznie pociągająca (np. "Braid"). Czy wpsomniane tło społeczno-historyczne jest przedstawione przekonywująco ("RDR"). Czy bohater da się lubić ("Duke Nukem", "Max Payne", "Call of Juarez 2"), a "złoczyńcy" są przekonujący ("Portal"). To są te rzeczy, które powodują, że wsiąkam w dany tytuł i polecam go na lewo i prawo.

Czasem jednak te wszystkie elementy po prostu się przejadają. Zaczyna liczyć się tylko i wyłącznie rozgrywka. Gra się w jeden, dwa tytuły wieczór w wieczór, najlepiej jakieś mecze multiplayerowe (bo, na przykład, nie jest się fanem achievementów i maksowania tytułów przez znalezienie 500 ukrytych itemów w - domyślnie głupiej - kampanii singlowej).

Dlatego właśnie mimo pojawienia się takich tytułów jak "Red Dead Redemption" czy "StarCraft II", wakacyjne wieczory, zamiast przed telewizorem, często spędzałem albo ze stałą paczką znajomych grając w obie części Left4Dead, albo z żoną, grając w "League of Legends". Odreagowałem.

Moje teksty na Technopolis: