RSS
środa, 13 października 2010
4.0.1 hits today

Uwaga, notka biograficzno-hermetyczna.

Dzisiaj na serwerach World of Warcraft pojawia się przedrozszerzeniowa łatka, wprowadzająca nowe mechanizmy z nadchodzącego dodatku Cataclysm, jeszcze bez nowego contentu (ten pojawi się za dwa miesiące). Półoficjalnie kończy to dwuletnie życie poprzedniego rozszerzenia i dla 12 milionów graczy (albo raczej kont) oznacza znalezienie się w rozkroku między starym WoW-em i nowym.

Zastanawiałem się przez chwilę, czy z tej okazji nie wrócić do WoW-a i zebrało mi się na wspominki - w końcu ta gra zabrała mi dwa lata życia :) Nie wiem, co było w niej najfajniejsze. Moje ukochane nawiązania do (pop)kultury, moja gildia, rajdy, theorycrafting, czy last-but-not-least dramy?

O referencjach już pisałem, o numerologii stosowanej tu i ówdzie też. Po tym jednak jak przestałem grać w WoW-a, długo brakowało mi ludzi, z którymi się zżyłem - w końcu przez długi czas spędzaliśmy wspólnie 4-5h wieczorami na ventrilo i Bóg wie ile czasu na forum, nie ograniczając się bynajmniej rozmów do tematów związanych z grą. Zmierzch Lordaeronu - jakieś 35 osób, czasem mniej, czasem więcej, w większości totalnych noobów bez jakiegokolwiek przygotowania - dał radę stworzyć tzw. grupę rajdową, która po roku rajdowania w TBC potrafiła położyć Illidana, zdobyć dla większości swoich graczy misie z Zul’Amanu i w godzinach szczytu zabić Thralla (co na naszym serwerze było prawdziwym wyczynem). A po wyjściu Wrath of the Lich King zaliczyliśmy jeszcze kilka server-first achievementów rajdowych, a także po dwa udane Immortale i Undyingi (przed content-patchem Ulduarowym) i obydwa Glory of the Raider z bonusowymi smokami (też pierwsi na serwerze).

Dla kogoś, kto w WoW-a dużo nie grał, te osiągnięcia nic nie znaczą, ale nas to wówczas plasowało w czołówce polskich gildii rajdowych, o naszym serwerze nie wspominając. Oj było się czym chwalić - a lans sprawiał nam kupę frajdy. Akurat dzisiaj mijają też dwa lata od eventu, który sobie zorganizowaliśmy na zakończenie grania w The Burning Crusade, a który udało mi się uwiecznić na filmie.

(tak, wiem, z perspektywy czasu tekściki wydają się nieco infantylne, ale dla mnie ciągle mają jeszcze wartość sentymentalną)

Jako ówczesny oficer i class-leader w ZL lubię myśleć, że miałem swój wkład w te sukcesy, ale WoW jest grą, w której samodzielnie człowiek wiele nie osiągnie i potrzebna jest współpraca i jednakowe zaangażowanie całego dużego zespołu. Tego nauczyłem się w bolesny sposób w Sarmatii - mojej pierwszej gildii, z której Zmierzch Lordaeronu wyrósł. Sarmatia (gdy w ‘07 zaczynałem zabawę z WoW) była świetną społecznością indywidualistów... i tyle :) Zmierzch, poprzez narzucenie takim indywidualistom pewnego zamordyzmu, nauczył ich współpracy, polegania na sobie wzajemnie i pokazał im, jaką cholerną satysfakcję potrafi sprawić zabicie nowego bossa, na rozpracowaniu którego wcześniej spędziło się kilkanaście wieczorów.

Obecnie jednak World of Warcraft już by mnie nie cieszył. Jeśli nie liczyć rajdów, jest jakby zbyt łatwy. Ostatnio korzystając z konta żony postanowiłem sobie przypomnieć, jak to jest, jak się idzie w pięć osób “do insta” i jakimś jej altem poszedłem do Blackrock Depths. Ehhh - kiedyś jak się szło do insta, to liczył się skill, crowd control (uwielbiałem popisywać się stunlockiem na jednym czy dwóch casterach, nawet jeśli czasem kończyło się to failem). Teraz - biegniemy do grupy mobów, po drodze mag rzuci aoe, po dobiegnięciu ledwo dwa swingi wchodzą na moba i koniec, biegniemy do następnej grupy. O tym, że koleś, którego właśnie położyliśmy był bossem dowiaduję się z tego, że wypadł jakiś loot. Gdzie sens, gdzie logika, gdzie satysfakcja?

W takich okolicznościach przyrody raczej nie będę inwestować kasy w kolejny dodatek, chociaż oczywiście jestem ciekaw, co tym razem Blizzard wymyślił. Tym, którzy jednak już szykują się na podbicie kolejnego dodatku, życzę masy dobrej zabawy i wielu wymagających wyzwań.

Kwinto@Shadowsong-EU

Moje teksty na Technopolis: