Wpisy z tagiem: cenzura

wtorek, 06 kwietnia 2010
Cenzura, niestety po amerykańsku.

Na początek dygresja:

Niewielu kolesi tak zaszkodziło zachodniej kulturze jak Jack Valenti. Facet był przez 40 lat szefem MPAA - amerykańskiej organizacji, która wśród innych haniebnych osiągnięć ma na swoim koncie system ratingowy służący ocenianiu filmów pod kątem dostępności dla dzieci. System ten działa de facto jak cenzura obyczajowa mówiąca, kiedy można pokazać włosy łonowe albo twarz kobiety podczas orgazmu, a kiedy nie. W szczególności można więcej, jeśli film jest produkowany przez wielkie studio, a nie wolno, jeśli filmem niezależnym, ale to inna bajka. Seks, przemoc i brzydkie słowa to jest to, na co teoretycznie MPAA powinno zwracać uwagę - niestety (dzięki specyficznym układom między Pentagonem, a Hollywood) przemocy w filmie (nieważne jak bardzo gore) może być od groma, zaś jeśli chodzi o słowo "fuck", to najlepiej, aby było co najwyżej jedno, więc trzeba starannie wybrać na nie miejsce. Problem w tym, że jeśli coś się MPAA nie podoba, zostaje oznaczone ratingiem NC-17 (No Children Under 17). W zasadzie oznacza to, że film jest w Stanach przegrany. Nie wolno go reklamować w normalnych mediach, nie można sprzedawać w największych sieciach handlowych, nie będzie wypożyczany w sieciach wypożyczalni etc. Uwaga: przemoc jest ok, seks jest be. To jest przekaz dla dojrzewającego amerykańskiego społeczeństwa. Cierpią na tym również ambitne produkcje artystyczne, a więc cierpi na tym nasza zachodnia kultura.

Teraz: dlaczego o tym piszę w blogu o grach? Bowiem te same reguły dotyczą gier komputerowych i systemu ratingowego ESRB. Uderzyło mnie to ostatnio przy okazji God of War III. Ta gra jest brutalna jak jasna cholera, nasz bohater morduje wszystko co się rusza (również "cywili") na dziesiątki chamskich sposobów, nie dając pardonu. Ale w scenie stosunku kamera nie pokazuje pary zajmującej się sobą, tylko obserwujące to służki. Gdzie sens, gdzie logika? Otóż chodzi o to, aby przez jakiś głupi przypadek nie podpaść pod kategorię Adults Only. Bo nie tylko nie będzie można sprzedać gry w Walmarcie, ale przede wszystkim ani Sony ani Microsoft nie dopuszczą jej na swoje konsole. To, że seks w grze może być albo zbędny, albo bezsensownie pokazany, to inna broszka - to się może tyczyć gier, ale może i filmów czy książek - wszystko jest kwestią smaku autorów. Może jednak być pokazany świetnie i mieć swoje uzasadnienie fabularne (że tak ponownie wspomnę "Heavy Raina").

Marzy mi się, aby kiedyś to Europa, z naszymi zdrowszymi wartościami moralnymi, stała się ważniejszym od USA ośrodkiem kulturalnym - zarówno jeśli chodzi o filmy, jak i gry komputerowe. Aby określenie "adult / dla dorosłych" nie oznaczało pornoli, tylko dzieła dla dojrzałych odbiorców, a odpowiednie ratingi nie dławiły ich jeszcze przed wejściem na rynek. PEGI > ESRB. (Osobną notkę strzelę niedługo o tym, że marzę, aby kiedyś PEGI było ściślej respektowane i aby gównażerii nie dopuszczać do gier z PEGI 18).

Pocieszam się, że zawsze mogło być gorzej i naszą kulturą popularną mogła rządzić Japonia. Ufff, ale nam się udało.

Moje teksty na Technopolis: